ESK Wyjaśnienie
Stolice ESK Kalendarium Dokumenty

ESK Varsovia Creativa Dlaczego Warszawa? Miasto festiwali Dokumenty Do pobrania Projekty Warszawa ESK 2016 Ambasadorzy Warszawy Kontakt

Twoja przeglądarka nie obsługuje obiektów Flash.
Kliknij tutaj aby pobrać Flash Player

 

Szał ciał w Basenie - koncert 17 grudnia w CBA (Monotonix, Mitch and Mitch i Bajzel)


Autor: Redakcja
Dodano: Pt, 2009.12.18, 10:00, Kategoria: Muzyka

W czwartek w Centralnym Basenie Artystycznym zagrał Bajzel, Monotonix oraz Mitch and Mitch, w ramach klubowej edycji Festiwalu OFF.
W ramach tego cyklu Artur Rojek, dyrektor OFF festivalu w Mysłowicach, prezentuje artystów sceny alternatywnej z Polski i z zagranicy.

Wybór zespołów na ten koncert był strzałem w dziesiątkę. Muzycy wykrzesali z siebie megawaty energii, choć wydarzenie miało miejsce nietypowego dnia i o nietypowej porze, w sali wcale nie wypełnionej po brzegi. Kto to widział, żeby bawić się w czwartek o godzinie szóstej, przy trzaskającym mrozie na dworze? Kto nie był, niech żałuje.

Wieczór rozpoczął występ człowieka-orkiestry. Szczegółowy grafik imprezy padł pod naporem nawałnicy śnieżnej, Bajzel wyszedł na scenę z ponad godzinnym opóźnieniem, bo pozostali muzycy nie zdążyli dojechać na czas. Naiwni optymiści, tacy jak ja, którzy sądzili, że koncert w klubie może rozpocząć się punktualnie, musieli przysiąść z piwkiem na kanapie i poczekać. W tym czasie spokojnie przybywali bardziej trzeźwo oceniający rzeczywistość miłośnicy muzycznego offu.

Na popisy Bajzla spuszczę zasłonę milczenia, to nie jego wina, że nagłośnienie było fatalnie ustawione, sam siebie zagłuszał i nie słychać było, o czym śpiewa. Wcale niełatwo samemu grać, śpiewać i równocześnie obsługiwać maszynerię imitującą brakujące instrumenty, czyli bas i perkusję. Poza tym w pustym basenie pod sceną podrygiwały osoby, którym jego koncert wyraźnie się podobał.

Jednak szaleństwo, które obserwowałam zza basenowej barierki, rozpętane potem przez trzech włochatych Izraelczyków z zespołu Monotonix przeszło moje wszelkie oczekiwania. Pamiętają Państwo Zwierzaka z Muppetów? W basenie, pod sceną było ich trzech i każdy po trzykroć bardziej zwariowany niż wspomniany pierwowzór. Dwaj (Yonatan Gat i Ran Shimoni) grali – na gitarze i na perkusji, a jeden (Ami Shalev) śpiewał, oblewał publiczność różnymi napojami, rzucał się ludziom na ręce, skakał jak szalony i wspinał się na co tylko się dało, taszcząc ze sobą bęben basowy, popularnie zwany stopą.

Ich muzyka przywodziła na myśl psychodeliczny rock z przełomu lat 60. i 70. – szybkie i ostre solówki na przesterowanej gitarze jak u Jimmiego Hendrixa, improwizacje perkusyjne jak u Gingera Bakera, a do tego wokale rockowego krzykacza, które bardziej przypominały skandowanie niż śpiew.

Jednak nie samo granie było tajemnicą ich sukcesu, ale mistrzowsko zrealizowany performance z udziałem publiczności. Ludzie jedli im z ręki, w mgnieniu oka i bez szemrania wypełniali każde ich polecenie, czy chodziło o oddanie butelki, czy wniesienie muzyka na rękach, gdzie sobie zażyczył. Szał trwał od pierwszej sekundy koncertu, ludzie tańczyli jak opętani i wrzeszczeli, a na koniec występu wokalista Ami Shalev ustawił stołek oraz perkusję na rękach ludzi i zagrał na niej.
„Staram się sprawić by ludzie śmiali się, tańczyli i dziczeli,” powiedział kiedyś Shalev. Myślę, że mu się udało.
Po tej ogromnej dawce energii wydawało się, że już nic nie jest w stanie przebić występu zespołu Monotonix, ale mylił się ten, kto myślał, że nie warto było zostać do końca.

Po przerwie na scenie pojawił się „pięcioosobowy duet” Mitch and Mitch, w towarzystwie Igora Krutogolova. Zgodnie z zapowiedzią muzycy zagrali nowy materiał, chociaż nie do końca – z przyjemnością słuchałam znanej z poprzednich koncertów, karkołomnej wersji jednego z utworów Maanamu oraz wywróconego na lewą stronę kawałka z ostatniej płyty Mitchów.
Jednak wszystko, co grali miało zupełnie świeże brzmienie, dzięki temu, że śpiewał z nimi Igor, nieprzeciętnie utalentowany wokalista o aparycji bramina (czyli człowieka pijącego tanie wino w bramie, zgodnie z definicją z „Humoru z zeszytów szkolnych”).

Mocny, słowiański, punkowy wokal Igora dał ich muzyce takiego kopa, jakiego jeszcze nigdy nie mieli, choć wcześniej też potrafili porwać publiczność. Jak zwykle grali dowcipnie, zaskakująco, wtrącali cytaty z najróżniejszych utworów i łączyli style w najbardziej absurdalny sposób z nagłymi zmianami tempa, ale tym razem byli bliżsi punk rocka niż kiedykolwiek.
I nieważne, czy Zelig Rabitchnyak istniał i czy rzeczywiście zostawił rękopis musicalu "Miłość do Trzech Karaluchów", który znalazł Igor. Mam nadzieję, że to niezwykłe spotkanie zaowocuje nową płytą Mitch and Mitch z Igorem Krutogolovem, bo w Basenie zagrali koncertowo.

autorka: Joanna Zamorska

Powrót »

UM Warszawa | InfoQultura
Wydarzenia Aktualności Fora dyskusyjne Blogi Galeria Instytucje i obiekty Mapa Kulturalna Warszawy Urząd Miasta Warszawa InfoQultura